dzisiaj był pechowy dzień; wybraliśmy się ze znajomym na wypad rowerem do Twierdzy Modlin; najpierw musieliśmy dwukrotnie wymienić dętkę w jego rowerze; potem on dwukrotnie zaliczył wywrotkę, a ja nie zauważyłem gałęzi i mam teraz bardzo ładny ślad na nosie; w powrotnej drodze złapał nas deszcz, potem jeszcze musiałem łatać dętkę, przez przypadek nadłożyliśmy też sporo kilometrów, a na zakończenie (jakby tego było mało) gpsowi się coś namieszało i nie zapisał mi tracka; a było co zapisywać - 150km, w sumie na rowerze byliśmy 11 godzin (z przerwami na kilka krótkich postojów i dłuższy obiad) z czego samego pedałowania było ok 9; średnia prędkość jest dosyć niska bo tylko 17km/h, ale po pierwsze nigdzie się nam nie spieszyło, a po drugie dużo ponad połowę trasy pokonaliśmy z dala od asfaltu; jutro czeka mnie wklepywanie ręcznie całego tracka (większość pamiętam bo robiłem za nawigatora), nie odpuszczę takiej wycieczki!